poniedziałek, 27 października 2014

Kolejne Tildy do kolekcji

Rozbuchałam się z tym szyciem na dobre. Tak mnie wciągnęło, że końcówka minionego tygodnia minęła mi na, grzebaniu w sosach materiałów, komponowaniu, łączeniu, szyciu, ozdabianiu. Zasypiałam i budziłam się mając w myślach tylko ten jeden temat. Nie będę się rozpisywać sami zobaczcie co udało mi się stworzyć.

Matra-w tym przypadku jedynie korpus jest moim dziełem strój natomiast to praca Marty


Kaśka- Kaśke już szyłam prawie sama, Marta zrobiła oczy i włosy, uczę się :-)



Anka- kto się uczy ten się nauczy! wszystko zrobiłam SAMA!, ależ jestem z siebie dumna :-)



Jedna wielka rodzinka, a w planie już następne :-)


I ze zdjęciami też się rozbuchałam, ale mnie nosi. Na dziś to tyle a teraz idę szyć, za kilka dni pokażę co zdziałałam. Docelowo lalek ma być 10, a powinnam je skończyć do 8.XI. z palcem w nosie się wyrobię jak będę miała taką wenę cały czas.
Tymczasem miłego popołudnia życzę. Gosia

piątek, 24 października 2014

Poznajcie Honoratkę!

Tadam....przedstawiam Wam Honoratkę. Ponieważ znalazłam zagubiony pedał od maszyny, zamiar nauczenia się szycia tild z planowania przeszedł w czyn. 
Dziś pokazuję Honoratkę.
W produkcji są już następne trzy panie-jeszcze bezimienne. Szablon ściągnęłam z mojej ulubionej strony www.stylowi.pl wykrój, cięcie i szycie korpusu to również moja samodzielna praca. Reszta to dzieło Marty-mojej koleżanki. Stylizowałyśmy wspólnie, ale moje umiejętności krawieckie są tak małe, że strój to owszem mogę zaprojektować, niestety wykonanie to już inna bajka. Ale nauczę się, obiecuję a tymczasem -Marta dzięki za wydatną pomoc :-) Sama nie zrobiłabym ani w połowie tak pięknie :-)
Z tej naszej wspólnej pracy twórczej ma powstać niezła spółka, ale o tym potem. 
Tymczasem napatrzcie się proszę i pochwalcie jakie to z nas niezłe talenta rosną :-)))))










Ostatnia myśl. Honoratka jest dzieckiem nowoczesnej rodziny, ma dwie matki! ha ha
Słonecznego weekendu wszystkim życzę. Gosia


piątek, 17 października 2014

Latarenka

Bywa, że w ramach prac konserwatorskich wzywana jestem do zaprzyjaźnionego sklepu z meblami holenderskimi, tak też stało się i dzisiaj. Dostałam telefon, że trzeba szybko przyjechać bo awaria, uszkodziła się ława. Pojechałam z całym swoim malarskim majdanem, rah ciach ciach podmalowałam co trzeba -no z tym rah ciach ciach przesadziłam :-) ale w miarę szybko mi poszło. A wychodząc jak zwykle podziwiam nowe meble i dodatki. Na meble to tylko popatrzeć sobie mogę, bo chałupy nijak nie roźciągnę a i na zapas w piwnicy też stoi co nieco :-) ale kupić jakiś drobiazg zawsze można. Dziś stała masa wszelakiego rodzaju koszy wiklinowych, ratanowych , rafiowych i sama nie wiem jakich, ale tego też mam pod dostatkiem. Za to na zapleczu wypatrzyłam latarenkę. Jeszcze do zrobienia bo i szybki brakowało i podmalować by trzeba i coś tam poprawić. Nikt nic nie poprawi bo j zwinęłam w ramach rozliczenia. Ach cudna jest, tylko ją umyłam i od razu na pokoje. Szybkę i tą całą resztę zrobię potem, w wolnej chwili, na razie stoi taka sute i cieszy oko.
 Ach jaki mam dobry dzień. Nawet sprzątanie nie było męczące :-) 
 Pozdrawiam wszystkich do mnie zaglądających i życzę miłego weekendu. 
A teraz trochę fotek






I aranżacja na szybko. Nuty wydrukowane z neta, zalane kawą, na mokro docisnęłam do świeczki obwiązałam, wstążką, koronką i zawieszkami. Postawione na paterze i zasypane skarbami lasu. Ładne nie?




wtorek, 30 września 2014

Zabawa w tapicera

Dziś zabawiłam się w tapicera. Jeszcze w kwietniu chyba, dostałam trzy drewniane stare krzesła z paskudną postrzępioną skórzaną tapicerką. Przez długi czas nie mogłam się zdecydować w jakim kolorze powinna być ta nowa. A to chciałam skórę, taką w ciepłym popielatym beżu, a to znowu coś innego. Jak to ja zresztą :-) Ale w ubiegłą sobotę powzięłam decyzje ostateczną a dziś wcieliłam w czyn. Męża zmolestowałam co by mi wyrzną spód- poszłam na zupełną łatwiznę i zrezygnowałam z taśm i całej profesjonalnej otoczki ;-)
 Moment wywaliłam środki podocinałam materiał, tylko z gąbką miałam problem- nigdzie nie mogłam dostać :-( Ale jak mówią potrzeba matką wynalazków jak się nie ma trzeba wykombinować. Na strychu znalazłam kawał grubej gąbki, takiej do materaca. I cóż, złapałam za nóż na zmianę z nożyczkami, przepołowiłam tego grubasa, docięłam kształt i voila. A obciągnięcie materiałem to już pestka. Koloru nie zmieniałam i nic więcej nie robiłam, na razie chce mieć takie "liźnięte" zębem czasu :-)








A na koniec trochę kulinarnie. Wszyscy wiedzą, że uwielbiam szpinak. Tym razem mnie dopadło szaleństwo pierogowe ze szpinakiem w roli głównej właśnie, choć ruskie też zrobiłam. Farsz jak zwykle. Podsmażony czosnek, mrożony szpinak i po podduszeniu dodałam tym razem ser typu włoskiego- taki z biedrony (feta jest jednak lepsza), odrobinę śmietany i soli i gotowe. A ciasto to jajka, mąka i troszkę mleka. Wyszły przesmaczne. Mój syn opchną ponad 15 sztuk, tak od razu, córki niewiele mniej a ile ja to się 
nie przyznam ;-) 

farsz


lepimy lepimy...

czas na ucztę!
Miłego dnia

poniedziałek, 22 września 2014

grzyby grzyby grzyby.....

Ostatnie trzy niedziele spędziliśmy w lesie. Zbieraliśmy grzyby, szyszki a nawet czarny bez. Z bzu robię sok, na kaszel dla dzieci jest idealny i mega skuteczny.
Nazbierałam też sporo szyszek, wiadomo sezon bożonarodzeniowy czas zacząć i takie zapasy szybko wykorzystam. Mam w planie szyszkowe stroiki, może jakąś choinkę też stworzę. 
Się zobaczy:-)
A to co najbardziej nas jednak zajmowało to grzyby. Największy zbiór mieliśmy pierwszej niedzieli. Dwa pełne kosze. A w koszach, prawdziwki, podgrzybki, zające, koźlarze i kanie.
W moich rodzinnych stronach nikt kani nie zbiera. Tu na Warmii jednak jest bardzo popularna, mąż doskonale się orientuje co jest co i tych kani nazbieraliśmy na porządny obiad.
A jaką pogode mieliśmy. Bajka. Słońce przygrzewało akuratnie, a lekki wiaterek owiewał twarze. Nogi same niosły coraz dalej i dalej w las. Dzieci bez problemu wynajdywały grzybki w suchych liściach, bądź wysokich trawach. A z za lasu nęciła woda. Woda i piękna pogada tak zaczarowały mojego męża, że nie zważając na stopień jej nagrzania o tej porze roku postanowił mimo wszystko wskoczyć w piankę i zrobić brakujące mu 8 kilometrów do tegorocznego rekordu. Jak pomyślał tak zrobił, wszedł do wody i popłyną. Tafla była gładka z góry nadal przygrzewało słoneczko, ale sierpień to sierpień. po dwóch godzinach w wodzie wyszedł jednak zziębnięty i nawet pianka skutecznie nie uchroniła przed chłodem wody. Ale oczy aż się śmiały, bo się udało. Rekord został pobity. To się nazywa pasja :-)
Szczęśliwi i głodni wróciliśmy do domu. Smażone w jajku i bułce kanie z kaszą i buraczkami smakowały wyśmienicie. Pożarliśmy wszystko. Nawet zdjęć nie zrobiłam :-(
A poniżej zdjęcia z grzybobrania i okolicy.


Och jakże się cieszę gdy znajduje takie okazy 




Co robi ta dwójka? Bije się o grzyba! Dorodnego zdrowego koźlarza!!!

Wika ma już dość, noga za nogą człapie do auta 


Co my tu mamy? Dla każdego coś dobrego!




piątek, 19 września 2014

Diabeł ogonem nakrył....

Zapodziałam kabel łączący mój aparat z kompem. Obszukałam cały dom i nigdzie nie mogłam znaleźć,  "diabeł ogonem nakrył"  jak mówi moja znajoma. Trzeba do Antoniego się pomodlić moze się znajdzie. I dziś zupełnie przypadkiem wylazł z szafki, którą naprawdę wydawało mi się, ze porządnie przeszukałam. Cieszę się ogromnie bo raz, że trochę butelek swojej produkcji obfociłam, mnóstwo zdjątek z grzybobrania zrobiłam. Oj działo się działo.

Na pierwszy ogień idą butelki. Robione na zamówienie, miały być tematyczne, trochę retro, trochę w brązach trochę w złocie. Pani Sabinie się podobały, mam nadzieję, że osobie docelowo obdarowanej również. Oto i one







U mnie w domu również nastał czas nalewek. Ta wiśniowa już na wykończeniu, a wiśnie z nalewki akie pyszne, moczone z miesiąc w spirytusie. Cymes, do ciast i tortów będą w sam raz.  Miętówka świeżo przelana też już była degustowana, a winko ze śliwek jeszcze pracuje. W koszyku czeka czarny bez, jabłka i gruszki. Ale to już na inne przetwory, niekoniecznie wina i nalewki.


Miłego weekendu życzę wszystkim do mnie zaglądającym. Buziaki

poniedziałek, 1 września 2014

Kanka

Taką starą kanke odnowiłam. Znalazłam ją w piwnicy u sąsiadów, była przeznaczona do wyrzucenia. Nie pozwoliłam, widzę w niej potencjał. Odmalowałam, w środku potraktowałam sprejem, a w przyszłości jeszcze jakieś suszki włożę, może stroik świąteczny??? Zobaczymy.





Tymczasem miłego dzionka :-)